• Wpisów:4
  • Średnio co: 252 dni
  • Ostatni wpis:3 lata temu, 21:23
  • Licznik odwiedzin:1 168 / 1261 dni
Jesteś niezalogowany. Niektóre wpisy dostępne są tylko dla znajomych.
 
Jak tam samopoczucie??

Zastanawialiście się kiedyś jakby to było gdybyście mogli cofnąć czas ?? Chcieli byście móc cofnąć go o ile tylko by można?? Aby zawrócić z wybranej drogi? A może cofnąć po prostu powiedziane tak, powiedziane nie, jakąś decyzję, której żałujecie??
 

 
Teraz tak pomyślałam,że podzielę wam się trochę moją historią. Urodziłam się 19 listopada 1992 roku we Wrocławiu. Nie pamiętam kto mnie wychowywał gdy byłam małym dzieckiem. Pamiętam dopiero czasu gdy mieszkałam u mojej kochanej babci Zosi. Kobieta może nie była najcudowniejszą kobietą świata,nie wiadomo jak dbała o mnie itp. Ale wiecie co Kocham ją bo dla mnie to najważniejsza osoba z rodziny. Następny czas jaki pamiętam to moment kiedy byłam u mojej chrzestnej Jolanty... Tam się dużo działo.. Bardzo dużo pracowałam już jako dziecko... posprzątaj w polu pomagaj zwierzęta nakarm, lekcje odrabiaj... Zawsze dostawałam za błędy mojej kuzynki Kasi,... nie pamiętam zbytnio zabawek, czy wspaniałego dzieciństwa... Kobieta, z którą mieszkała dwa razy próbowała mnie zabić, kobieta która jest do tej pory alkoholiczką...Kobietą, która spała w swoich szczochach nie patrząc na to co dzieje się z dzieckiem.. Pamiętaj jak dziś jak piła z jakimś gościem w domku... pewnej nocy gdy usnęła wziął mnie do siebie na kolana, puścił film pornograficzny i moją ręką sobie dogadzał... Za pierwszym razem nie wiedziałam do końca co się dzieje. Wiedziałam tylko, że to jest złe.. Miała wtedy może 6 lat. Kiedyś próbował znów to krzyczałam i się wyrywałam.. w końcu zatkał mi buzię swoją ręką i robił swoje... Ale ostatnim razem jak próbował się do mnie dobrać nie pozwoliłam na to.. Pamiętam, że mocno złapałam go za przyrodzenie, kopnęłam i uciekłam...( Proszę pilnujcie swoje dzieci!! ) Oczywiście chrzestna mi nie wierzyła a za ucieczkę dostałam niezły łomot... Po tych sytuacjach więcej z nią nie poszłam do tego domku... Za to musiałam ciężko pracować w polu, sprzedawać kurczaczki małe, kaczuszki... Lubiłam to robić. Pamiętam jak kiedyś z Kaśką zostałyśmy same w domu ona zabrała pieniądze ze słoika... Chrzestna jak to zobaczyła ja wtedy siedziałam i pamiętam dokładnie jadłam zupę pomidorową uderzyła moją głową w talerz, później parę raz po twarzy to aż Kaśka się ocknęła... Mimo wszystko żąe krwawiłam, płakałam miałam posprzątać... Ktoś wieczorem zapukał do drzwi.. okazało się, że to babcia była... Chrzestna już spała ja leżałam obok, drzwi otworzyła Kaśka ... Spytała skąd tu ta krew ona odpowiedziała że kurczaki były bite... Babcia jednak nie była głupia... weszła do pokoju widząc moją rozciętą głowę, czoło i bok głowy we krwi powiedziała, aby poszła z nią. Gdy wstawałam obudziła się chrzestna o powiedziała tylko spróbuj stąd wyjść a pożałujesz... Wiedziałam do czego jest zdolna... Wolałam więc zostać... Pamiętam, że po tych zdarzeniach zaczęłam uciekać z domu i działki... Ale policja zawsze mnie odwoziła... Pewnej nocy kiedy już wszystkie zwierzęta zostały oprzątnięte uciekłam w stroju kąpielowym .. Szłam torami ... ok. godziny 24 zgarnął mnie dróżnik, zadzwonił na policję.. ta znowu odwiozła mnie.. Ale widząc stan Joli i fakt, że na całe szczęście odmówiła przyjęcia mnie trafiłam do Pogotowia Opiekuńczego na ul. Borowskiej we Wrocławiu.

Wybaczcie ale na dziś tyle musi starczyć

Miłej nocy i kolorowych snów
La esperanza
 

 
Witajcie

Jest już dość późno... ale nigdy nie jest późno, aby pisać... Cały czas myślę jak zacząć pisać tego bloga.. pomysłów jest wiele.. Może wy mi napiszecie jakie macie oczekiwania macie, co byście chcieli, jakie tematy poruszać, nie chce aby blog był tylko mój... chce abyście WY pomogli mi go stworzyć. Jeżeli nie macie odwagi napisać w komentarzu, napiszcie w wiadomości prywatnej... Czy macie problem z czymś czy nie chętnie pomogę i udzielę porady, wsparcia, oczywiście na tyle na ike dam radę.
 

 
Cześć.
Zapewne zastanowisz się kim jestem i po co kolejny blog...
Pisząc wyrażamy siebie...swoje myśli,uczucia. Dzielimy się z innymi swoim życiem i przeżyciami. Kiedy ktoś nas nie zna łatwiej jest się otworzyć powiedzieć co boli,dręczy, czego się boimy. Łatwiej poprosić o pomoc wsparcie. pewnie nie raz mieliście tak, że wygadaliście się osobie, której jeszcze się znaliście na tyle i być może nigdy więcej nie zobaczyliście.
A może mieliście tak, że owa osoba została waszym najlepszym przyjacielem.
Wielu zaprzeczy, że nie ma prawdziwej przyjaźni. Być może macie rację. Osobiście nie raz się przekonałam, i zawiodłam na "pseudo przyjaciołach".
Ludziach dla których miałam być zawsze oni dla mnie nie koniecznie.Jednak mimo wszystko nie tracę nadziei. Ona jest jedną z najwyższych wartości.

La esperanza